List Pana Grzegorza Łubczyka

Bożena Szczygieł (1930-2020)

--------------------------------------------------

„Róża pustyni” dla Madame Docteur

   Panią Doktor Bożenkę Szczygieł miałem szczęście poznać pod rozpalonym afrykańskim niebem w Niamej, stolicy Nigru. I choć upłynęło już ponad czterdzieści lat, to wciąż Ją widzę w gabinecie stomatologicznym tamtejszego szpitala, ciemnoskórego pacjenta na fotelu, a na korytarzu – długą kolejkę cierpliwie oczekujących na zabieg „białej czarodziejki”.

   Nigerczycy kochali „Madame Docteur” i wyrażali Jej wdzięczność na wiele sposobów. O jednym opowiedziała mi sama:

   „Akurat przechodziłam obok hotelu >Sahel< w Niamej, gdy nagle poczułam szarpnięcie za spódnicę. Od siedzącego na ziemi handlarza pamiątek usłyszałam: >>Madame, to ty wyleczyłaś mojego małego brata. Ja ci dam podarunek – różę pustyni<<. Przed trzema laty jego 11-letni brat spadł z drzewa. Złamał sobie nogę i w trzech miejscach szczękę. Ciężki przypadek, lecz wszystko dobrze się skończyło”.

   Wyleczeni pacjenci pisali też listy do doktor Bożeny. Oczywiście, nie sami, ale po uiszczeniu odpowiednio wysokich opłat korzystali z usług lokalnych skrybów:

   „Kochana Pani Doktor! Dziękuję ci, że mnie tak dobrze wyleczyłaś. Niech Ci Allach da zdrowie, Twojemu mężowi, Twoim dzieciom i Twoim rodzicom. Pozdrawiam Cię serdecznie – twój oddany Tambiano Lompo”. To list od członka plemienia Gurmancze, jednego z najmniejszych w tym kraju.

   Te i inne historie z wieloletniego pobytu i pracy w Nigrze lekarskiego małżeństwa państwa Szczygłów – stomatolog Bożeny i radiologa Bogdana, fascynata i wybitnego znawcy, kolekcjonera i popularyzatora sztuki i kultury Czarnego Lądu, zamieściłem potem w książce NA PATELNI NIGRU. Ich zaproszenie na trzymiesięczny reporterski rekonesans z dachem nad głową i miejscem przy stole w tak egzotycznym afrykańskim kraju w połowie lat siedemdziesiątych ( ! ) – gdy nie było łatwo postawić stopy w Zachodniej Europie – dla mnie, początkującego dziennikarza, było otwarciem drzwi do wielkiego, niezwykłego świata i swego rodzaju zawodową szansą! Jestem Im obojgu bardzo wdzięczny za wielką życzliwość, pomoc i gościnność, jakiej wtedy doświadczyłem od Bożenki i Bogdana, a zwłaszcza za to, że nasza nigerska znajomość tak szybko przerodziła się w dozgonną przyjaźń.

   Z radością też przyjąłem propozycję – już po powrocie państwa Szczygłów z Niamej do Olkusza – do udziału w zorganizowanej przez Bogdana na przełomie lat 1979/80 pod patronatem Ministerstwa Kultury i Sztuki wyprawie dokumentalnej od Konga przez Zair, Gabon, Kamerun, Nigerię do Beninu. Po powrocie z tej ekspedycji prawdziwym zaszczytem dla mnie była wspólna praca z Bogdanem, uznanym już autorem kilku książek, nad reporterską relacją z tej niezwykłej podróży, którą zatytułowaliśmy PLĄTANINĄ AFRYKAŃSKICH DRÓG.

   Nie można pisać o Bożenie Szczygieł bez odniesienia się do Jej małżonka, Bogdana, człowieka wielu pasji, zainteresowań i szerokiej wiedzy z różnych dziedzin, w tym z historii odrodzonej II Rzeczypospolitej, a także twórcy olkuskiego muzeum afrykanistycznego. Dzieło przedwcześnie zmarłego w 1986 roku Bogdana nie zostało osierocone i niczym w sztafecie muzealną pałeczkę przejęła Bożena, wnosząc swój wkład w jego rozwój i obecny kształt. Miasto Olkusz, dumne z tej stałej ekspozycji, odwdzięczyło się i w 2013 roku do imienia jej dotychczasowego patrona – Bogdana, dodało imię Bożeny.

   Pani Doktor już nie ma wśród nas, ale pozostała w naszej wdzięcznej pamięci – mojej i moich najbliższych, małżonki Krysi, córki Dominiki i wnuczki Ani, która siedząc na kolanach cioci Bożenki małymi paluszkami z radością uderzała w klawiaturę pianina. Tej i wielu innych miłych chwil spędzonych w gościnnym i niezwykłym domu-muzeum Bożeny i Bogdana Szczygłów się nie zapomina...

                                                                                           Grzegorz Łubczyk